fot. Marian Sanecki
Jan Jarczyk pochodził z rodziny o silnych tradycjach muzycznych. Pierwsze lekcje fortepianu pobierał pod okiem ojca – Jana, który w 1954 roku zapisał go do Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I stopnia przy ul. Basztowej w Krakowie. Następnie ukończył tamtejsze Liceum Muzyczne w klasie fortepianu. To właśnie w murach tej szkoły po raz pierwszy zetknął się z muzyką jazzową oraz środowiskiem młodych twórców, wśród których znaleźli się m.in. Zbigniew Seifert, Tomasz Stańko, Janusz Stefański i Jan Gonciarczyk.
W 1972 roku rozpoczął studia na Wydziale Teorii i Kompozycji Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Warszawie, w klasie Lucjana Kaszyckiego.
Profesjonalną działalność artystyczną rozpoczął na początku lat 60. XX wieku w krakowskim klubie jazzowym „Helikon”, współpracując z zespołami Tomasza Stańki (różne formacje) i Leszka Żądło (Modern Jazz Quintet). Już na drugim roku studiów – mimo obowiązującego zakazu – nagrywał muzykę dla Telewizji Polskiej wraz z siostrą Haliną oraz Markiem Podkanowiczem, Zygmuntem Kaczmarskim i Zbigniewem Wodeckim. Występował publicznie i komponował na zamówienie. W okresie studiów prowadził również zajęcia z improwizacji fortepianowej na Wydziale Pedagogicznym uczelni muzycznej.
***
W wywiadzie, który ukazał się w „Liscie ocanicznym”, dodatku kulturalnym „Gazety” z Toronto, w kwietniu 2003 r. Jan Jarczyk mówił tak:
Joanna Sokołowska-Gwizdka – W czasach, gdy pan rozpoczynał naukę gry na instrumencie, jazz, jako kierunek muzyczny w Polsce był jeszcze w powijakach. Nie było dobrych szkół, ani nauczycieli. Skąd więc w latach 60-tych tylu wspaniałych polskich muzyków jazzowych, gdzie oni się uczyli? Kontakty z zachodem były ograniczone, wyjazdy na stypendia niemożliwe.
Jan Jarczyk – Ilu było muzyków, którzy byli w czołówce jazzowej? Początek lat 60-tych: Ptak Wróblewski, Andrzej Dąbrowski, Karolak, Sandecki, „Gucio” Dyląg, Byrczek, Namysłowski. To była pierwsza generacja, która grała tzw. modern jazz. Potem Włodek Gulgowski, „Mały” Bartkowski, Tomek Stańko, Jacek Ostaszewski, Witek Perelmuter, Adaś Makowicz. Następnie mamy Zbyszka Seiferta, Janusza Stefańskiego, Janka Gonciarczyka, mnie, Bronka Suchanka. Czyli jak spojrzymy na perspektywę lat 60-67 to jest zaledwie kilkanaście osób, nie jest 100. A w Polsce mieszkało wówczas ok. 30 mln. ludzi.