fot. Marek Karewicz

Paweł Brodowski w artykule zatytułowanym "Basista z przypadku", Jazz Forum, 3/1981 pisał: "Oczywiście Zbyszek Wegehaupt nie pojawił się na zasadzie meteoru. Jego nazwisko znane jest obserwatorom życia jazzowego od dobrych paru lat, a po raz pierwszy zajaśniało bodaj w 1976 roku gdy jako 22-letni debiutant konkursu "Jazz nad Odrą" otrzymał wyróżnienie jury oraz prywatną nagrodę ufundowaną przez Andrzeja Rabende, laureata telewizyjnej Wielkiej Gry. Już wtedy imponował biegłością techniczną i zmysłem melodycznym."

Sam Zbyszek o tym w Jazz Forum 3/2008 mówił tak: "JF: Twój profesjonalny debiut nastąpił w roku 1976, w Kwartecie Wojciecha Gogolewskiego. Zbigniew Wegehaupt: Na arenie ogólnopolskiej tak. Wcześniej jednak graliśmy z Danielem Ruttarem. W tym składzie zdobyliśmy II miejsce w kategorii uczniów średnich szkół muzycznych na wojewódzkim konkursie improwizacji. Później rzeczywiście Kwartet Wojtka Gogolewskiego, który wspominam bardzo miło. Z nim wystąpiliśmy na Jazzie nad Odrą, tam zdobyłem wyróżnienie indywidualne, a sam zespół drugie miejsce. Dodatkowo zdobyłem wówczas nagrodę ufundowaną przez pana Andrzeja Rabendę, zwycięzcę telewizyjnej Wielkiej Gry z jakiegoś jazzowego tematu. Nagroda była dla najmłodszego, wyróżniającego się uczestnika – no i traf chciał, że byłem nim właśnie ja. Miałem wówczas 22 lata. To było, jak na tamte czasy, sporo pieniędzy, ale wszystko od razu oddałem, ponieważ spłacałem wzmacniacz, który kupili mi koledzy. Te rzeczy były wtedy potwornie drogie."

WOJCIECH GOGOLEWSKI

Wywiad radiowy w 2008 r.: "PR: W jaki sposób doszło do nawiązania współpracy z Wojciechem Gogolewskim?

ZW: Wojtek założył kwartet, ćwiczyliśmy razem ze dwa lata i dzięki kolegom wyjechaliśmy na festiwal Jazz nad Odrą. Otrzymaliśmy w 1976 roku jako zespół II nagrodę, a ja dostałem wyróżnienie indywidualne dla najmłodszego wyróżniającego się muzyka. Miałem wtedy dwadzieścia dwa lata i pamiętam, że bardzo się wstydziłem odebrać tę nagrodę, ponieważ byłem już łysy i strasznie ze mnie drwili organizatorzy. Pamiętam, że wtedy Wojtek Gogolewski powiedział mi: "jak dają to idź i bierz" (śmiech)."

"Basista z przypadku", Jazz Forum, 3/1981: "Wkrótce zszedł się z pianistą Wojciechem Gogolewskim, grając początkowo w duecie, później w kwartecie (z Mieczysławem Wolnym, fl i Czesławem Szymańskim, dr). Na Jazzie nad Odrą ‘76 kwartet zdobył drugą nagrodę (za Big Bandem PWSM w Katowicach), zaś nasz bohater otrzymał wspomniane już wyżej laury. Wciąż nie byłem pewien, czy kontrabas jest instrumentem, który odpowiada mi najbardziej. Ale nagroda utwierdziła mnie w przekonaniu o słuszności obranego kierunku.

(...) Naturalnie dużo wcześniej, jako się rzekło, poczuł jazzową wokację i będąc przykładnym studentem konserwatorium największą wagę przywiązywał do jazzu. Niezależnie od grania w combo, poznaje specyfikę gry orkiestrowej. Jako członek Big Bandu "Puls" Włodzimierza Zuterka zdobywa na Jazzie nad Odrą 77 III nagrodę indywidualną, jest też podporą (na zmianę z Janem Cichym) Big Bandu PWSM w Katowicach kierowanego przez Zbigniewa Kalembę. Godzi się tu wspomnieć, iż ówczesny skład orkiestry był wyjątkowo szczęśliwy (Sendecki, Śmietana et al) i w dużym stopniu zaważył później na zmianie układu sił w czołówce polskiego jazzu.

Zbyszek kończy współpracę z kwartetem Gogolewskiego, na pożegnanie pomagając zespołowi w zdobyciu "Klucza do kariery" na Pomorskiej Jesieni Jazzowej.

W książeczce SKOK nr 8 Wojciecha Gogolewskiego czyli wydanej w 2019 r. płyty wydanej przez GAD Records z nagranymi w radiu kompozycjami kwartetu Wojciecha Gogolewskiego w składzie: Wojciech Gogolewski – ep, Mieczysław Wolny – fl, Zbigniew Wegehaupt – b, Czesław Szymański – dr czytamy: "Fusion, fortepian Fendera i flet! Kwartet Wojciecha Gogolewskiego przemknął przez polską scenę jazzową w tempie ekspresowym, podbijając festiwal Jazz nad Odrą w 1976 roku. Nie udało im się nagrać płyty, ale na szczęście zarejestrowali swoje utwory w studiach Polskiego Radia. Po latach nic nie straciły ze swojej świeżości.

Sześć kompozycji lidera – w tym jedna trwająca niemal dwadzieścia minut suita – to wycieczka w świat inspirowany dokonaniami Herbie’ego Hancocka czy Chicka Corei, ale przełożona na własny język muzyczny Kwartetu. Elektryczna formuła zespołu zderzała kaskady piana Fender-Rhodes Gogolewskiego ze śpiewnymi partiami fletu Mieczysława Wolnego. Nieustannej rozmowie dwójki solistów towarzyszyła doskonała sekcja rytmiczna, z młodym Zbigniewem Wegehauptem w roli kontrabasisty. Materiał został zremasterowany z oryginalnych taśm z archiwum Polskiego Radia i wzbogacony o książeczkę z krótkim szkicem nt. historii zespołu oraz unikatowymi zdjęciami Mirosława Rakowskiego, wykonanymi na potrzeby folderu promocyjnego Kwartetu."

"Basista z przypadku", Jazz Forum, 3/1981: "(Zbyszek - przyp. aut.) przez pół roku pracuje teraz z Kwartetem Kazimierza Jonkisza i Pawła Tabaki (w którym w różnych okresach grali również Andrzej Olejniczak i Henryk Miśkiewicz), po czym wchodzi w skład drugiej mutacji Extra Ballu (Śmietana, Główczewski, Bronikowski, Sojka) pozostając w zespole przez 11 miesięcy."

EXTRA BALL / ZBIGNIEW SEIFERT

Współpraca z Extra Ballem owocuje gęstą ilością koncertów. W marcu i sierpniu 1978 r. dokonują rejestracji muzyki w Radio Katowice. Na zarejestrowanej dla PolJazzu płycie znajdują się głównie kompozycje Jarka Śmietany, ale wchodzi także utwór Wege "Pieśń dla Elvina Jonesa".

"Basista z przypadku", Jazz Forum, 3/1981: "Kolejne doświadczenie jest dla niego wielkim przeżyciem artystycznym. Oto bowiem Zbigniew Seifert, tuż przez wyjazdem do Ameryki, zwołuje kilku muzyków (Śmietana, Grzywacz, Górka, Wegehaupt), by wraz z nimi sprawdzić i przećwiczyć materiał przygotowany na nagranie płyty "Passion". Seifert przeczuwał co gotuje mu los, jego muzyka była nasycona przejmującą głębią promieniującą na wszystkich muzyków, tworzącą niepowtarzalny nastrój. Były to, jak się okazało, ostatnie występy Seiferta przez publicznością polską."
Wege w Jazz Forum 264/2008 mówił tak: "Później, bodaj w 1978 r. Jarek Śmietana zaprosił mnie do swojego zespołu. Nagraliśmy razem płytę, a wkrótce potem nastąpiło jedno z najcudowniejszych wydarzeń w moim życiu. Zbigniew Seifert zaproponował mi udział w trasie koncertowej. Niestety, jak się później okazało, były to ostatnie polskie koncerty w życiu tego wspaniałego muzyka. Seifert skomponował nowy materiał i chciał go ograć przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych. Myślę, że zarekomendował mnie wtedy Jarek Śmietana, który znał się z nim bardzo dobrze. Skład uzupełniali Janusz Grzywacz i Mieczysław Górka. Po tej trasie Zbigniew wyjechał do USA, tam nagrał płytę i poddał się operacji. Niestety serce nie wytrzymało.

JF: Podczas tej trasy, w krakowskim klubie Pod Jaszczurami zarejestrowaliście płytę "Kilimandżaro".

ZW: Wówczas granie z Seifertem było dla mnie, a myślę, że dla nas wszystkich, czymś wyjątkowym, to była muzyka nie z tej ziemi. Płyta, o której mówisz, jest jaka jest. Nie słyszałem jej od wielu lat, niektórzy mówili, że brzmi całkiem nieźle. Ja miałem wtedy straszną tremę, niemal na granicy paraliżu. Stojąc koło takiego mistrza starałem się dać z siebie to, co najlepsze."

Wideo