Trio Tomasza Stańki w klubie L.O.F.T, 21.01.1980, fot. Piotr Siatkowski

Zbyszek opowiada Markowi Romańskiemu (Jazz Forum 264/2008): "Po tej trasie (ze Zbyszkiem Seifertem - przyp. autora) przez rok w ogóle nie grałem, ponieważ chciałem się przygotować do egzaminów dyplomowych na PWSM. Przed moim drugim recitalem dyplomowym zadzwonił do mnie agent Jana Ptaszyna Wróblewskiego - Jerzy Brize. Współpraca z Ptaszynem otworzyła mi drzwi do środowiska jazzowego. Wówczas postanowiłem przenieść się do stolicy, bo tu mieszkają najlepsi muzycy i jest najwięcej możliwości grania."

JAN PTASZYN WRÓBLEWSKI

"Basista z przypadku", Jazz Forum, 3/1981: "Wege coraz częściej bywa w Warszawie, nawiązuje regularne kontakty z profesjonalną czołówką. Pierwszy bierze go pod swoje skrzydła Ptaszyn. W jego zespole młody basista poznaje od podszewki klasykę nowoczesnego jazzu, istotę mainstreamu. Po raz pierwszy ma też okazję grania w dobrej sekcji, "z bębnami, które swingują, z którymi się rozumiałem." W towarzystwie wyjadaczy bebopu - Ptaszyna, Andrzeja Dąbrowskiego i Marka Blizińskiego - Wege doskonali sztukę jazzowego walkingu, rozgrywanie funkcji harmonicznych. Niezależnie od konwencjonalnego akompaniamentu znajduje tu dość miejsca na solistyczne popisy. Z kwartetem Ptaszyna objeżdża całą Polskę, odwiedza RFN, Holandię i kończy współpracę eskapadą do USA.

W 1980 roku powstaje płyta "Z Lotu Ptaka" z kwartetem Wróblewskiego w składzie: Jan Ptaszyn Wróblewski – ts, Marek Bliziński – g, Zbigniew Wegehaupt – b, Andrzej Dąbrowski – dr oraz goście:Henryk Miśkiewicz – as, Wiesław Woszczyk – tp, Jan Golca – tb, Stanisław Kowalczyk – as, Janusz Zabiegliński – as, Zbigniew Namysłowski – as. Płyta jest kompilacją różnych nagrań, które odbyły się przy różnych okazjach: Lublin Jazz Vocation Meeting, 25 V 1980, Jazz Jantar, Kołobrzeg, 16 VI 1980, Polskie Radio, 10 IV 1980 i 26 VI 1980."

W książeczce zremasteryzowanego albumu Słupy milowe czytamy: "Pod koniec lat 70. Jan Ptaszyn Wróblewski stworzył nowy, premierowy Kwartet, w którym zabrakło fortepianu. Zamiast tego był wybitny gitarzysta, Marek Bliziński i gorąca sekcja rytmiczna, którą tworzyli Andrzej Dąbrowski i Zbigniew Wegehaupt (wcześniej, przez chwilę, Witold Szczurek). Interesujące instrumentarium sprowokowało Ptaszyna do napisania całego szeregu doskonałych, barwnych i wciągających utworów, z których zaledwie kilka ukazało się na albumie "Flyin’ Lady" (na płycie Flyin’ Lady gra Witold Szczurek - przyp. autora). Na szczęście wszystkie pozostałe zarejestrowano podczas radiowych sesji Kwartetu. Teraz trafiają na "Słupy milowe". To najpiękniejszy mainstreamowy jazz jaki można sobie wymarzyć – pełen długich, wciągających partii solowych i intrygujących rozwiązań brzmieniowych."

Zespół nie przetrwał długo. Lider pytany o to w Jazz Forum 2/1981 mówił: 

"JF: Chodzą słuchy, że pana zespół już więcej nie zejdzie się w tym składzie?

JPW: W kraju mój kwartet jakoś się nie przyjął. Powiedzmy sobie szczerze: dwa lata niedopuszczania do Jazz Jamboree, żadnego zespołowego wyjazdu za granicę (Holandia była półtora roku temu, a Belgia i Indie to byłem ja sam). Zresztą nie będę owijał w bawełnę: popatrzmy na wycinki prasowe, o nas w zasadzie nigdzie się nie pisze. Gdy się mówi o czołówce, to nas się tam na ogół nie wylicza. W związku z tym trudno się dziwić, że wszyscy są straszliwie zniechęceni."

Relacja z trasy do USA znajduje się w magazynie Jazz Forum: https://polishjazzarch.com/jazz-forum-p.html#lg=1&slide=56

W wywiadzie Marka Romańskiego, Jazz Forum 3/2008 Wege mówił: "JF: Wielu muzyków wtedy wyjechało z kraju. Ciebie nigdy nie kusiło, by spróbować szczęścia za granicą?

ZW: Miałem takie myśli. Podczas trasy z Ptaszynem odwiedziliśmy Stany Zjednoczone. Pojawiła się wtedy możliwość studiowania w Ameryce. Sytuacja jednak była jasna – to był bilet w jedną stronę, wtedy nie było możliwości powrotu do kraju. Ja nie nadaję się do emigracji – zawsze bardzo tęskniłem za Polską. Nawet wtedy, gdy nie miałem gdzie mieszkać, gdy klepałem biedę – tęskniłem. Można by spytać – do czego? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

JF: Jak wspominasz to zetknięcie z kolebką jazzu?

ZW: O, to była piękna trasa! Graliśmy głównie na college’ach i uniwersytetach, choć zaliczyliśmy też kilka klubów. Występowaliśmy m.in. w nowojorskim Village Vanguard. Zrobiliśmy pętlę od Nowego Jorku do Nowego Orleanu i z powrotem. W zespole byli wtedy muzycy naprawdę fantastyczni – Ptak, Marek Bliziński, Andrzej Dąbrowski. Odbiór publiczności był entuzjastyczny – choć na to też pewnie miał wpływ stan wojenny, Polska była wtedy na topie – o naszym kraju mówiły media."

MAREK BLIZIŃSKI

Dzięki współpracy z kwartetem Jana Ptaszyna Wróblewskiego i Markiem Blizińskim w 1980 r. powstaje płyta Wave Marka Blizińskiego z dwoma odmiennymi składami: pierwszy skład SIDE A: Marek Bliziński • g; Paweł Jarzębski • b; Janusz Stefański • dr, SIDE B winyla: Marek Bliziński • g; Zbigniew Wegehaupt • b; Czesław Bartkowski • dr.

Do USA na miesięczną trasę wyjechał Kwartet Jana Ptaszyna Wróblewskiego w składzie: Jan Ptaszyn Wróblewski - ts, Marek Bliziński - g, Zbigniew Wegehaupt - b, Andrzej Dąbrowski - voc, dr.

TOMASZ STAŃKO

Zbigniew Wegehaupt współpracował także z Tomaszem Stańką. "Basista z przypadku", Jazz Forum, 3/1981: (...) Zupełnie inną przygodą jest dla niego współpraca z Tomaszem Stańką i Edwardem Vesalą. Ich muzyka jest trudniejsza, wymaga większej koncentracji psychicznej i siły wewnętrznej. W nieokiełznanym, ekspresyjnym triu "Wege" bierze na siebie rolę kotwicy zespołu, gra uważnie i powściągliwie. Mimo że dobrze czuje się w małych zespołach, obecność instrumentu harmonicznego (fortepianu, gitary) dodaje mu pewności siebie, o czym przekonać nas mogły koncerty kwartetu Stańki z Januszem Skowronem i Czesławem Bartkowskim. (...) Wtedy nawiązałem współpracę z Tomaszem Stańką - to było trio z fińskim perkusistą Edwardem Vesalą. Ja byłem wówczas zielony, jeśli chodzi o tego rodzaju nowoczesne granie. Oni wspaniale to rozumieli, a ja próbowałem się jakoś wpasować. (...) Współpraca z Ptaszynem i Stańką, choć nader regularna, pozostawia Zbyszkowi wiele czasu na inne zajęcia. W miarę możliwości jest do dyspozycji innych muzyków. Kilkakrotnie koncertuje i nagrywa z triem Marka Blizińskiego, awaryjnie - po odejściu Andrzeja Technika - wspomaga kwartet Janusza Muniaka, często stawia się na nagrania radiowe Karolaka. Niedawno wziął udział w nagraniu płyty Stanisława Sojki (z Karolakiem i Bartkowskim) i niewykluczone jest, że z tego składu wykluje się regularna grupa. Zbyszek wiąże z nią duże nadzieje nie tylko ze względu na Sojkę, ale przede wszystkim Karolaka. "Kto wie, może Wojtek wróci do grania. Bardzo byśmy tego chcieli, bo jest to wspaniały muzyk."

STANISŁAW SOJKA

"JF: Kolejnym ważnym muzykiem na Twojej drodze był Staszek Sojka. 

ZW: Tak, Staszek w pewnym sensie uratował mi życie. Wiadomo, że w stanie wojennym muzykom żyło się bardzo źle. Nie było gdzie grać, a w oficjalne układy mało kto chciał wchodzić. Staszek powołał do życia projekt o charakterze mocno religijnym, z którym jeździliśmy po kościołach i gdzie dostawaliśmy ofiary składane przez ludzi na tace."

Weghaupt występował na trzech płytch Sojki: Blublula (1981), Sojka Sings Ellington (1982) oraz Matko, która nas znasz (1982).

W recenzji albumu Blublula pióra Cezarego Gumińskiego, Jazz Forum 12/2016 czytamy: "W jego głosie zawsze dominuje blues, czego doskonałą próbkę demonstruje na niniejszej płycie wytłoczonej po raz pierwszy w 1981 r. "Blublula" została uznana za tytuł roku, a wydano ją w nakładzie aż 100 tysięcy egzemplarzy, co w tamtych czasach przyprawiało o zawrót głowy i imponuje też dziś. (...)

Najbardziej ujmującymi momentami na płycie są interpretacje dwóch genialnych bluesów Blue Monk oraz króciutki All Blues. Wydaje się, że najlepiej Sojka czuje się improwizując funkujący temat I’ve Known Rivers (Gary’ego Bartza), gdy Karolak i Wegehaupt dokładają najbardziej barwne i dynamiczne solówki."

Na stronie JazzPRESSU, w artkule: Mistrzowie Polskiego Jazzu vol. 2 – Stanisław Soyka, o płycie Sojki czytamy: "Zanim jeszcze wystąpił na jednej scenie z Rayem Charlesem, zarejestrował w 1983 roku swój kolejny wyśmienity album jazzowy, po raz kolejny w wybitnym mistrzowskim składzie – "Sojka Sings Ellington". Na fortepianie zagrał Włodzimierz Nahorny, na trąbce Andrzej Przybielski (...) a na kontrabasie Zbigniew Wegehaupt."