O płycie Tota tak mówił Zbyszek w wywiadzie do Jazz Forum: “JF: Kiedy jednak zasmakowałeś w nagrywaniu, sprawy potoczyły się już dużo szybciej. „Wege” i najnowszą propozycję „Tota” dzielą już tylko dwa lata.

ZW: To znów była bardzo korzystna oferta, jaką otrzymałem. Poza tym nie ukrywam, że pozytywne recenzje zarówno prasy, jak i kolegów-muzyków poprzedniego krążka zmobilizowały mnie do pracy.

Dziś muzykom z mojego pokolenia nie jest łatwo wywalczyć sobie miejsce na scenie. Napiera cała rzesza młodych, świetnie grających ludzi. I bardzo dobrze, bo to znaczy, że muzyka się rozwija, że czeka nas dobra przyszłość.

JF: Doświadczenie też jednak daje pewną przewagę. Umiejętność znalezienia się w różnych sytuacjach muzycznych to wartość nie do przecenienia.

ZW: Tak, to prawda. Doświadczam tego w nagraniach muzyki teatralnej i filmowej. Czasem trzeba zrealizować muzycznie pewną ideę, której nie da się wytłumaczyć słowami, gdy chodzi np. o zilustrowanie scen, obrazów. Wtedy rzeczywiście przydaje się doświadczenie i umiejętność szybkiej reakcji. Na tym polu współpracuję od kilkunastu lat z kompozytorem Jerzym Satanowskim.

JF: Wróćmy do Twoich autorskich projektów. Czy przystępując do nagrania masz już ustaloną koncepcję całości, czy też jest ona kształtowana dopiero podczas pracy w studiu?

ZW: Oczywiście już same kompozycje narzucają w pewnym stopniu charakter całości, który później jest dopracowywany podczas nagrania. Jeśli chodzi o moje dwie ostatnie płyty, to jestem bardzo zadowolony, że udało mi się stworzyć także dłuższe formy muzyczne. Stworzyłem je podpatrując moich mistrzów w dziedzinie kompozycji,  takich jak Namysłowski, Brecker czy Metheny.

JF: Czy można wiedzieć, co oznacza tytuł Twojej kompozycji, a zarazem i całej płyty „Tota”? 

ZW: Nie chciałbym tego zdradzać. To taki mój sekretny szyfr, kombinacja słów, które mają dla mnie znaczenie bardzo głębokie, ponadczasowe.

JF: Skład instrumentalny na płytach „Wege” i „Tota” jest właściwie taki sam – trąbka (Jerzy Małek), fortepian (Marcin Masecki), perkusja („Wege” – Sebastian Frankiewicz, „Tota” – Ziv Ravitz) i, rzecz jasna, Twój kontrabas. Czy możesz się pokusić o krótkie porównanie tych nagrań?

ZW: Wolałbym tego nie robić. Niech zajmą się tym słuchacze i krytycy. Ja mogę tylko przytoczyć opinię mojego przyjaciela, który powiedział, że ten album po prostu jest inny.

JF: Na obu nagraniach pojawia się młody pianista Marcin Masecki, to postać – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – nieco szalona. Jego partie są nieprzewidywalne, burzą ustalony porządek.

ZW: To jest wspaniały muzyk. Znamy się od dawna, pierwszy raz z nim zagrałem, kiedy miał bodaj 15 lat. Już po paru akordach wiedziałem, że mam do czynienia z poważnym pianistą. To się słyszy od razu. Nieprzeciętna błyskotliwość i inteligencja muzyczna. Natomiast Jurek Małek to jeden z najlepszych naszych trębaczy młodego pokolenia. Obaj świetnie odczytali moje pomysły, nadali im zupełnie nowy wymiar. Pokazując im utwory pytałem – „Czy uważacie, że są trudne?” Bo najgorzej jest wtedy, kiedy muzyka brzmi jak trudna, wtedy jest i trudno, i nudno. Nie ma to żadnego związku z rzeczywistą trudnością kompozycji – na przykład utwory Namysłowskiego są niełatwe do wykonania, ale brzmią pięknie.

JF: Małek i Masecki to jednak trochę inne osobowości muzyczne.

ZW: Kiedy słucham naszej muzyki, odnoszę wrażenie, że jednak nie. Okazało się, że potrafią razem funkcjonować i idealnie do siebie pasują. Również Ziv Ravitz gra doskonale i zawsze ze swingiem, a ponieważ on i Marcin są ze sobą zżyci i świetnie zgrani, moje zadanie polegało na odnalezieniu się w przestrzeni pomiędzy nimi.

JF: Plany na przyszłość? Na nasze spotkanie przyszedłeś prosto z próby – uchylisz rąbka tajemnicy?

ZW: To bardzo ciekawy i inspirujący dla mnie projekt. Zagrałem mianowicie dwa koncerty muzyki klasycznej (Karnawał zwierzęcy Camille’a Saint-Saënsa) przy gorącej zachęcie moich przyjaciół, pianistów Pawła Kamasy i Magdy Hirsz. Dla mnie to była zupełnie nowa sytuacja, bo choć przeszedłem edukację klasyczną w szkole, to nigdy tej muzyki nie grywałem. Pokłosiem tych koncertów była propozycja zagrania z Kwartetem Prima Vista, gdzie na stałe gra m.in. Paweł Pańta. Ja go mam czasowo zastąpić podczas koncertów porannych dla dzieci w Filharmonii Wrocławskiej. Dla mnie gra z tymi symfonikami to prawdziwy zaszczyt.”


Recenzja płyty pióra Ryszarda Borkowskiego opublikowana w Jazz Forum: “Zbigniew Wegehaupt bardzo dużo gra, ale jako bandleader dopiero niedawno wznowił działalność. Być może dlatego, iż znalazł odpowiednich partnerów. Muzyków młodych, bardzo kreatywnych. Zbyszek grał wiele lat w zespole Zbigniewa Namysłowskiego, w triu Włodka Pawlika, gra w triu Krzysztofa Herdzina. To fantastyczny muzyk, niezwykle doświadczony, najbardziej ceniony w środowisku zawodowców. Zwykle wykonuje cudze utwory. Teraz mamy okazję posłuchać jego własnych. Jest basistą i kompozytorem – to jego autorska płyta. Z pewnością miał ważny, decydujący głos w sprawie formy i kierunku rozwoju każdego utworu. Wyraźnie dobrze się czuje z takimi partnerami, jakich sobie dobrał. 

Co ciekawe, chyba nie kompozycje są tu najważniejsze, lecz otwarty sposób podejścia do muzyki. A jest ona z pewnością intrygująca – uważnego słuchacza (a tylko takiego bierzemy pod uwagę) nie pozostawia obojętnym. Otwartość muzyki rozumiana jako realizacja idei wyraźnej reakcji muzyków na to, co właśnie zachodzi, to bardzo twórcze, bardzo jazzowe i niezwykle ciekawe podejście. 

Muzyka nie jest całkiem „free”, ma swoje ramy, temat nadaje jej nastrój. Można się zasłuchać w tych nostalgicznych melodiach, choć niektórzy uważają, że jest zbyt smutna, ale inni uważają to za głębię (Fryc wydaje się przedłużeniem tematu poprzedniego, Viga). 

Najmniej przewidywalny jest Marcin Masecki. Wydaje się, że to głównie dzięki fortepianowi nigdy nie wiadomo, jak dalej rozwinie się muzyka. W jego grze pojawiają się szczątki fraz (From Angel!), a jednocześnie jest ciągłość muzycznej myśli (porównać go można do Rubalcaby). Fakt, iż muzyka jest mało przewidywalna, zaskakująca, uważam za jej bardzo ważny i charakterystyczny element. 

W tradycyjnym utworze jazzowym kolejne solo może być mniej lub bardziej energiczne – tutaj każde solo może poprowadzić w zupełnie nieoczekiwaną stronę, solo na początku spokojne może doprowadzić do zespołowego szaleństwa, a gwałtowne może się szybko uspokoić. Muzycy kapitalnie reagują na to, co się wydarza. Granice początków solówek są zatarte, wiele pomysłów rodzi się z improwizacji. Na przykład temat For Mingus pojawia się dopiero jako zakończenie, podsumowanie utworu. 

Same tematy niby proste, ale jednak wyrafinowane (Three Roses). Muzycy swobodnie traktują harmonię, czasem ogrywają akordy, ale często wychodzą poza nie. Nie pojawiają się skale, a raczej ich fragmenty, szybko zmieniane, harmonia jest więc bardzo gęsta, czasem dysonansowa. Ta muzyka ma jednak swój własny charakter i brzmienie, a każdy z muzyków ma w to swój ważny wkład. W efekcie słyszymy jeden z najciekawszych obecnie polskich zespołów. Czy będzie kontynuacja?”

Utwory:
1. Tota, komp. Zbigniew Wegehaupt
2. For Mingus komp. Zbigniew Wegehaupt
3. Vinga, komp. Zbigniew Wegehaupt
4. Fryc, komp. Zbigniew Wegehaupt
5. Three Roses, komp. Zbigniew Wegehaupt
6. Ana, komp. Zbigniew Wegehaupt
7. From Angel, komp. Zbigniew Wegehaupt

Wykonawcy:
Jerzy Małek - tr, flugelhorn, kornet
Marcin Masecki - p
Zbigniew Wegehaupt - b
Ziv Ravitz - dr

Wideo