“Kontrabasista, muzyk jazzowy, kompozytor, gentleman o refleksyjnym spojrzeniu i ujmującym uśmiechu, słowem – Zbyszek Wegehaupt. To, że jest artystą najwyższej próby wiedzą tysiące wielbicieli jazzu, choć „basowanie” to zazwyczaj „służba” w cieniu. W jazzowym cechu jednak każdy wie, że bez niskiego, „gruwiącego” i inteligentnego basu jazzbandu „niet”… no w każdym razie trudno to sobie wyobrazić.

WEGE (tak się utarło go nazywać) – to bogate doświadczenie, wirtuozeria i powściągliwość – swingujący, fundamentalny bas. Dziesiątki godzin muzyki nagranej z dziesiątkami świetnych muzyków, setki tysięcy kilometrów pokonanych wodą, lądem, powietrzem w drodze na tysiące koncertów i to wszystko z tym ogromnym kontrabasem trochę pod pachą, trochę na plecach… czy jakoś tak.

Płyta, którą publikujemy, zawiera zbiór utworów skomponowanych przez Zbyszka wiele lat temu. Można by zapytać dlaczego dopiero teraz? Ano być może dlatego, że przyszedł czas, a także dlatego, że teraz pojawili się muzycy tacy jak: Marcin Masecki, Jerzy Małek czy Sebastian Frankiewicz – nowe pokolenie solistów jazzowych, dla których spotkanie ze Zbyszkiem stało się zarówno ważnym wyzwaniem jak i szansą na wpisanie się swoim „językiem” w architekturę kompozycji lidera. Temu zaś liderowanie nie przeszkadza pozostawać nieodzownym i magicznym zarazem spoiwem dla całości… pozostawać w cieniu.

Trudno mówić o muzyce. Na szczęście nie jest to konieczne bo ona, kiedy się dzieje, mówi za siebie sama. W moim przekonaniu ten album to szkatuła z klejnotami. Posłuchajcie, a nie wątpię, że ta muzyka przemówi, oczaruje i sprawi, że będziecie do niej wracać.

Panie i Panowie, mam zaszczyt przedstawić Zbigniew WEGEhaupt QUARTET! - Stanisław Soyka”


Wege tak opowiada Markowi Romańskiemu, Jazz Forum 3/2008:JF: Do wydania kolejnej Twojej płyty minęło 20 lat. Dlaczego ta przerwa była tak długa?

ZW: Po prostu nie miałem takiej potrzeby. Satysfakcjonowała mnie gra u innych. To nie jest tak, że płyta czy koncert w składzie zespołu kierowanego przez kogoś innego traktuję jako „bycie w cieniu” czy „praca na czyjś rachunek”. Dla mnie to współuczestnictwo, ja się czuję współautorem muzyki każdego zespołu w jakim gram. To dla mnie niemal taka sama satysfakcja jak granie swojego materiału. Granie „u kogoś”, zwłaszcza jeśli jest to świetny muzyk, to dla mnie wielka nauka i przyjemność. Moim największym mistrzem był i jest Zbigniew Namysłowski. To wspaniały artysta, a ludzie w Polsce nawet nie zdają sobie sprawy, z jakiego formatu twórcą mają do czynienia. Za to, co zrobił dla polskiej muzyki powinno się przed nim za każdym razem rozkładać czerwony dywan.

Tak naprawdę, to do nagrania płyty „Wege” zostałem namówiony. To był głównie projekt Stasia Sojki, który wszystko zorganizował i sfinansował, ja nie poniosłem właściwie żadnych kosztów. W tej sytuacji nie wypadało odmówić.”

Utwory:
1. Zambuco, komp. Zbigniew Wegehaupt
2. Manana, komp. Zbigniew Wegehaupt
3. Dziewczyna Lipcowa komp. Zbigniew Wegehaupt
4. Dominikowi W., komp. Zbigniew Wegehaupt
5. Satoko, komp. Zbigniew Wegehaupt
6. Ewe, komp. Zbigniew Wegehaupt
7. Namapa, komp. Zbigniew Wegehaupt
8. Four Roses, komp. Zbigniew Wegehaupt

Wykonawcy:
Zbigniew Wegehaupt - b
Marcin Masecki - p
Jerzy Małek - tr, flugelhorn
Sebastian Frankiewicz - dr

Wideo