fot. Marek Karewicz
W 2008 roku w Polskim Radio Zbyszek tak opowiada o swoich korzeniach: “Jak wyglądały Pana muzyczne początki, czy od dzieciństwa muzyka była obecna w Pana życiu?
Być muzykiem – to było moje marzenie właściwie od najwcześniejszego dzieciństwa. Bardzo lubiłem siedzieć przy organiście, tak najbliżej chóru. Jako mały chłopiec samemu tam nie mogłem wejść, bo proboszcz zabraniał, więc szedłem z ojcem. Jeśli chodzi o moje muzyczne początki to wywodzę się z ruchu amatorskiego, jako samouk nauczyłem się grać na akordeonie, trochę na gitarze.
Czy w domu muzyka była jakoś szczególnie obecna, ktoś z rodziców miał ciągoty artystyczne?
W zasadzie muzyka nie była obecna w jakiś specjalny sposób w domu, tyle co z radia. Śląsk jednak zawsze był umuzykalniony, z tradycją chórów i orkiestr dętych, tego amatorskiego muzykowania. W komunie także to, jak wiele innych rzeczy, zostało uwalone… Ale taka tradycja była i ja miałem, jako młody chłopak, szczęście w niej zaistnieć.”
***
O początkach swojej drogi muzycznej tak opowiadał Zbyszek w Jazz Forum 264/2008 r. w wywiadzie Marka Romańskiego: ZBIGNIEW WEGEHAUPT: “Wywodzę się z ruchu amatorskiego. Na początku grałem na czym popadło. W domu były akordeon i gitara, więc to na nich uczyłem się grać. Grałem na akademiach w szkole podstawowej. Później była szkoła muzyczna, próbowałem się dostać na akordeon, ale nie zostałem przyjęty. Nauczyciel stwierdził, że jestem zbyt zmanierowany. To był dla mnie dramat. Dyrektor szkoły zadecydował – kontrabas! Nie powiem, żebym był tym zachwycony. Dopiero gdy mój przyjaciel ze szkoły muzycznej, znakomity pianista Daniel Ruttar, puścił mi nagranie La Fiesta Return to Forever Chicka Corei z genialnym solem na basie Stanleya Clarke’a, zrozumiałem, że na tym instrumencie też można tworzyć wspaniałe rzeczy. To przeważyło szalę, zacząłem się intensywnie uczyć. Oczywiście uczyłem się wtedy utworów klasycznych.
Później zostałem przyjęty do Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Katowicach, na Wydział Instrumentalny w klasie kontrabasu. Do jazzu doszedłem za pośrednictwem rocka. Grywałem w różnych zespołach, jak to się wtedy mówiło, big-beatowych. Mieliśmy występy w Domach Kultury – to były takie ówczesne dyskoteki. Dzięki temu mogłem zarobić parę groszy i oswoić się z publicznością. Stopniowo zaczęły mnie pociągać coraz bardziej skomplikowane formy muzyczne i tak pokochałem jazz. Chodziłem do dwóch szkół średnich – Technikum Mechanicznego w Chorzowie i mojej ukochanej popołudniowej szkoły im. Mieczysława Karłowicza w Katowicach. To z niej wyniosłem najwięcej, jeśli chodzi o moją muzyczną edukację. Ostatnim z moich rockowych zespołów była formacja Trampy, w której grałem na organach.
W szkole muzycznej dyrektor dość niechętnie patrzył na te moje pozaszkolne „wyskoki” muzyczne, na szczęście mój nauczyciel, Bazyli Matysiak, dla mnie największy mistrz kontrabasu, był tolerancyjny – pod warunkiem że wywiązywałem się z obowiązków. Dzięki temu mogliśmy sobie ćwiczyć w szkole.
Momentem, który przesądził o tym, że postanowiłem poświęcić się muzyce jazzowej, był ostatni koncert Kwintetu Tomasza Stańki, z Bronisławem Suchankiem na kontrabasie, podczas Jazz Jamboree 73. To było coś niesamowitego, ogromne przeżycie! Wtedy wiedziałem już, że ja też chcę podążać tą drogą. Podobnie silne wrażenie wywarł na mnie album Mieczysława Kosza, na którym również grał Suchanek.”
Pawłowi Brodowskiemu w artykule “Basista z przypadku” Jazz Forum, 3/1981 opowiada tak: „Urodziłem się w 1954 r. w Katowicach. Od najmłodszych lat grałem na akordeonie. Największą radość sprawiało mi granie melodii i zawsze marzyłem, żeby grać na fortepianie. To, że zostałem kontrabasistą, sprawił przypadek. Gdy mając lat 16 wstąpiłem do państwowej szkoły muzycznej, przyjęto mnie do klasy kontrabasu tylko z tego względu, że w innych klasach nie było już miejsc.”
Wprawdzie Zbyszek przez jakiś czas grał na organach w amatorskich zespołach rockowych na Śląsku, ale coraz bardziej interesował go kontrabas i jazz.”
Jak mówił w Radio w 2008 r.: “Grywałem w amatorskich zespołach w domach kultury. Ostatni mój zespół, który grał w Chorzowie nazywał się Trampy i był bardzo znany w mieście i okolicach (śmiech). Graliśmy do tańca i dało się zarobić parę groszy. Mieliśmy występy w weekend, a w środku tygodnia chodziłem do średniej szkoły muzycznej i technikum dziennego w Chorzowie, stąd tamtejsze kontakty.”
Wege w 1974 r. dostaje się na wydział instrumentalny PWSM w Katowicach, gdzie poznaje tajniki kontrabasu klasycznego w klasie prof. Wiktora Gadzińskiego. Pod okiem profesora przerabia obowiązkowy repertuar kontrabasowy, pilnie ćwiczy etiudy, sonaty, suity, koncerty. Dla Zbyszka niezwykle istotny był warsztat. Studiował na wydziale klasycznym, studiował muzykę kompozytorów klasycznych, ćwiczył sumiennie i mozolnie rozwiązując techniczne problemy. Uważał, że musi najpierw bardzo dobrze opanować instrument, umiejętność właściwego trzymania instrumentu, poznać repertuar, a dopiero potem po takim sumiennym przygotowaniu może grać jazz. Dlatego Zbyszek wybrał kierunek klasyczny w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej, a nie na Wydziale Jazzu.
Również w 1974 roku Wegehaupt wziął udział Warsztatach Muzycznych w Chodzieży, gdzie skorzystał z nauk swego pierwszego mistrza - Bronisława Suchanka, Pawłowi Brodowskiemu w 1981 r. ww. cytowanym artykule powiedział tak: „Ja go po prostu sfotografowałem. Stojąc przed lustrem ćwiczyłem układ rąk - dokładnie jak on.”
Zbyszek już wtedy musiał być wybijającym się i dobrze rokującym młodym muzykiem, gdyż jak podaje monografia Warsztaty Muzyczne w Chodzieży 1971-2020: “Warsztaty Muzyczne – Chodzież ‘74 zgromadziły w tym roku 63 młodych instrumentalistów z całego kraju. Na apel Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego (...) nadeszło ponad tysiąc zgłoszeń. Działacze PSJ, z niestrudzonym Janem Abstawskim na czele, selekcjonowali zgłoszenia i typowali kandydatów na piętnastodniowy pobyt w Chodzieży. I tak od 1 do 15 sierpnia br. zdobywało tam muzyczny szlif grono muzyków amatorów – członków zespołów jazzowych i bitowych działających pod patronatem domów kultury i licznych klubów fabrycznych.”